czwartek, 27 marca 2014
A oto napisana przeze mnie jak na razie:
Do Hogwartu jak co roku przyjeżdżają nowi uczniowie. Wśród nich jest trójka uczniów spokojnie jedząca słodycze. Nie wiedzieli, że w ciągu tego roku przeżyją przygodę życia. Cała trójka trafia do Gryffindoru, gdzie jest Harry Potter, Hermiona Granger i Ron Weasley na 4 roku.
W tym roku jest Turniej Trójmagiczny. Reprezentantem Hogwartu jest Cedrik Diggory, Beauxbatons Fleur Delacour, a Durmstrangu Wiktor Krum. Harry na szczęście nie został wybrany, a Szalonooki Moody zrezygnował 4.09 i teraz nauczycielem obrony przed czarną magią jest profesor Animag ( wszyscy na nią tak mówią, a jej samej to nie przeszkadza, bo tylko Dumbledore, McGonagall i ona sama znają jej nazwisko). Profesor Animag wzięło się stąd, że jest animagiem i często na lekcji pokazuje im swoje zdolności. Nowa nauczycielka miała, według uczniów, między 19 a 22 lata (jedna trzecioklasistka sądziła, że ma 16)
Pewnego dnia, kilka dni po rozpoczęciu roku szkolnego 6 uczniów dostało ten sam list: ,,Szanowna/ny pani/panie ... Czy mógłbyś/mogłabyś przyjść dziś o godz. 18.00 do sali transmutacji?
Z poważaniem,
Minerwa McGonagall, zastępca dyrektora"
Wśród nich był Harry Potter, Hermiona Granger, Ron Weasley oraz 3 pierwszoroczniaków. Wszyscy odpowiedzieli tak, choć nie wiedzieli, o co chodzi.
Nadeszła 18.00. Na czas zjawili się Harry, Ron i Hermiona. Profesor McGonagall już na nich czekała. Zanim nadeszli pierwszoroczni, powiedziała:
- Za chwilę poznacie 3 pierwszoroczniaków. Dlaczego was tu zawołałam, zaraz się dowiecie.
Po dłuższej chwili nadeszli ci, na których czekali. Tłumaczyli się, że zabłądzili, a nikt, nawet profesor McGonagall, nie miała do nich za złe. W końcu każdy pierwszak ma prawo zabłądzić. Byli bardzo podobni do Rona, Harry'ego i Hermiony. Przez chwilę starsi myśleli, że to oni z młodszych lat. Potem okazało się, że jednak są pewne różnice.
Pierwszy chłopiec był zupełnie taki, jak Ron. Rude włosy, mnóstwo piegów i duży nos. Jednak zamiast brązowych oczu miał je zielone, jak Harry.
Dziewczynka była na pierwszy rzut oka jak Hermiona, ale już na drugi można było zauważyć, że ma prostsze, bardziej rude włosy (wszyscy zauważyli, że jej włosy są podobne do włosów Ginny) i zielone oczy, takie jak pierwszy chłopiec.
Natomiast drugi chłopak wyglądał jak Harry, ale był bez okularów, blizny i - co bardzo zdziwiło Harry'ego - miał brązowe oczy.
Po chwili przemówiła pani profesor:
- Najpierw chciałabym, żebyście się sobie przedstawili.Najpierw może starsi.
- Jestem Hermiona Granger
- Ja Ron Weas...
- Razem z drugim imieniem, Ron - przerwała mu Hermiona
- Dobra, dobra... Jestem Ronald Bilius Weasley - Na słowo ,,Bilius" ronopodobny chłopak podniósł głowę.
- A ja Harry James Potter.
- Dobrze - powiedziała McGonagall - A teraz młodzi. No, dalej!
- Ja jestem Bilius Evans, ale wszyscy na mnie mówią Bill - powiedział rudzielec.
- Ja Lily Evans, siostra Billa - powiedziała dziewczynka, a Harry zastanawiał się z lękiem, kim jest ostatni, tak do niego podobny chłopiec…
- Jestem James - przedstawił się ostatni
- A nazwisko możesz podać? - zapytał Harry
- Potter. James Potter.
Harry, Ron i Hermiona wymienili krótkie spojrzenia.Później przemówiła pani profesor:
- Chciałam, abyście się spotkali, ponieważ jesteście do siebie podobni i mam nadzieję, że starszy Potter, Granger i Weasley zaopiekują się młodszymi.
- Dobrze, zrobimy to - odpowiedzieli chórem.
- Mi nie chodzi tylko o pilnowanie ich, bo, niestety, mają taki sam charakter jak wy. Chciałam, żebyście im pomagali w lekcjach itp.
- Dobrze.
- Możecie już wyjść.
Gdy doszli do pokoju wspólnego pierwszoroczni poszli spać, ale Harry, Ron i Hermiona nie mogli usnąć. Harry powiedział:
- Słyszeliście, jak oni się przedstawili? James Potter... Mam na drugie imię James, a mój tata nazywał się James Potter. Później ten Bill. Ron, masz na drugie Bilius tak?
- Eee… Tak - odpowiedział Ron, nie wiedząc, o co Harry'emu chodzi.
- No właśnie. A tu nagle przychodzi on i już mamy dwie osoby, takie jak my. A ta Lily Evans...
- Tak nazywała się twoja mama, prawda? - zapytała cicho Hermiona
- Tak. A poza tym ich wygląd. Lily wygląda jak ktoś między Hermioną a Ginny. James jak ja bez okularów i blizny. Bill jak Ron z zielonymi oczami. Te zielone oczy są zupełnie jak oczy mojej mamy...
- No ale mamy im pomagać, tak? Tak nam powiedziała McGonagall...Dobrze, ja im będę pomagać i już! - rzekła Hermiona.
Kilka dni po tej rozmowie, Hermiona, Lily i Harry siedzą w pokoju wspólnym. Nagle Lily zwraca się do Harry'ego i Hermiony:
- Czy moglibyście mi pomóc w pracy domowej?
Hermiona od razu się zerwała z fotela i usiadła przy niej.
- Tak, oczywiście. W czym ci mogę pomóc?
- Mam pracę domową z transmutacji, z tego, z czym mam problem, a nie mogę tego znaleźć w książce...
Hermiona od razu pomogła. Powiedziała jej wszystko, co wiedziała i powiedziała, że Lily może w każdej chwili na nią liczyć. Ron, który dopiero wszedł zdumiał się reakcją Hermiony.
Tuż przed pierwszym zadaniem w Wielkiej Sali zapanowało zamieszanie. Na przeciw Harry'ego, Rona i Hermiony siedzieli James, Bill i Lily. Po zjedzonej uczcie Dumbledore poprosił, by reprezentanci udali się na zewnątrz, by omówić instrukcje. Oczywiście większość uczniów, w tym Fred i George Weasley, próbowali udawać, że są reprezentantami. W trakcie tego zamieszania nikt nie zauważył, że dwoje uczniów straciło przytomność. Byli to Lily i James. Po 30 minutach Hermiona zauważyła, że nie siedzą przy stole, a przecież nie wychodzili. Podzieliła się tym z Harrym i Ronem, bo Bill poszedł to toalety.
- Harry? Wiesz może, co się stało z Lily i Jamesem? - spytała Hermiona
- Nie, nie wiem. A co? Coś się stało?
- Bo nie ma ich przy stole, a jestem na 100% pewna, że nie wychodzili.
- Nie wiem, co się stało, ale lepiej zobaczyć, czy może po prostu nie całują sie pod stołem, albo co.
- Dobrze. Ron!
- Ceo oemie ches? - zapytał Ron z pełną buzią.
- O matko! Przełknij, to ci powiem.
Ron przełknął i zapytał:
- Czego ode mnie chcesz?
- Masz nam, Harry'emu i mnie, pomóc w szukaniu Lily i Jamesa, bo zniknęli. Chyba to było już z godzinę temu.
- Ok, ok. Zajrzę pod stół.
- Ja też - powiedział Harry
- Hermiona! Chodź tu szybko! - Zawołał Ron
- Gdzie?
- Na drugą stronę stołu, albo od razu do Dumbledore'a.
- A co się stało?! - zapytała panicznie
- Stracili przytomność - odpowiedział Harry
- To ja lecę do Dumbledore'a - powiedziała Hermiona i już jej nie było.
Gdy dobiegła zawołała do Dumbledore'a:
- Panie profesorze Dumbledore!
- Słucham, panno Granger - odpowiedział Dumbledore
- Tam jest... Dwoje... Dwójka uczniów. Pierwszorocznych...
- I co panno Granger, chciałaś mi powiedzieć?
- Że oni... Są tam... I są przy n-nich Harry i Ron, bo oni..oni...
- Słucham panno Granger?
- Och, profesorze Dumbledore, oni stracili przytomność! Nazywają się James Potter i Lily Evans i profesor McGonagall prosiła, żebyśmy się nimi opiekowali a nic nie możemy zrobić i...
- Dobrze, Hermiono. A teraz słuchaj: Zanieście ich do skrzydła szpitalnego. Będę tam za 10 minut. Zostańcie przy nich jak najdłużej. MUSZĘ dopilnować uczniów, aby nie robili zamieszania z Turniejem. Teraz idźcie.
- Dobrze tylko na moje oko są nieprzytomni od jakiejś półtorej godziny...
- To tym bardziej macie ich zanieść. Niech pan Weasley zostanie, by wytłumaczyć bratu Lily, Biliusowi, co się stało i żeby poszedł z nim do skrzydła szpitalnego.
- Dobrze, już idę.
- Harry! Ron! Mam instrukcje!
- A więc? - Harry i Ron spytali razem
- Ja z Harrym mam iść zanieść ich do skrzydła szpitalnego. Nie przerywaj mi, Ron! Dumbledore będzie tam za 10 min. Ty, Ron masz zostać i, jak wróci Bill, powiedzieć mu, co się stało i zaprowadzić go do skrzydła szpitalnego.
- Dobrze - odpowiedzieli i zrobili to, co Hermiona im powiedziała.
W skrzydle szpitalnym pani Pomfrey zapytała co się stało. A Hermiona odpowiedziała:
- Stracili przytomność. Profesor Dumbledore będzie tu za 5 minut.
- Dobrze. Kiedy stracili przytomność?
- Tego nie wiemy - odpowiedział Harry
- Może pani to sprawdzić? - spytała Hermiona
- Tak mogę. Aj, aj, aj... Niedługo minie godzina...
Wszedł profesor Dumbledore. Pani Pomfrey odezwała się:
- Godzinę temu, Albusie. Mam poinformować rodziców?
- Tak, zaraz to zrobimy. Pójdzie Hermiona. Dobrze?
- Tak, oczywiście.
I poszła. Po chwili wszedł Ron z Billem. James i Lily obudzili się i James zapytał Dumbledore'a:
- Panie profesorze, możemy obejrzeć pierwsze zadanie Turnieju?
- Prosimy... - dodała Lily
- Dobrze, możecie. - odpowiedział Dumbledore i odwrócił ich łóżka tak, aby dobrze widzieli stadion do Quidditicha. Po chwili powiedział:
- Harry, Ron, Hermiona, pójdziecie ze mną na stadion. Bill, ty zostaniesz tutaj, żeby im towarzyszyć.
- Dobrze, panie profesorze. - odpowiedzieli
Gdy szli na stadion, Dumbledore poprosił Rona i Hermionę, żeby poszli przodem, bo chciałby porozmawiać z Harrym. Powiedział do Harrego:
- Harry, czy chciałbyś się o coś mnie zapytać?
Harry pomyślał, że chyba nie, lecz nagle przypomniało mu się, że tak, jest coś...
- Tak, panie profesorze. Chciałbym się dowiedzieć, kim są rodzice Lily i Billa oraz Jamesa.
Dyrektor w odpowiedzi napisał coś na kartce i dał ją Harremu ze słowami:
- Otwórz ją proszę w miejscu, gdzie nikogo nie będzie, jedynie twoi przyjaciele.
- Dobrze panie profesorze.
Po paru dniach wielkiej radości, która zapanowała w zamku, ponieważ reprezentant Hogwartu zajął 1-sze miejsce w pierwszym zadaniu Turnieju, nauczyciele wrócili do normalnego trybu zajęć. Po lekcjach Ron i Hermiona zapytali Harrego:
- O czym rozmawiałeś z Dumbledorem?
- Zapytałem się go, czy wie, kim są rodzice Jamesa, Lily i Billa.
- I co ci powiedział? - zapytała Hermiona
- Dał mi jakąś kartkę i powiedział że mam ją otworzyć kiedy nikogo nie będzie poza wami.
- Otworzysz ją dziś wieczorem? - zapytał Ron
- Raczej tak...
Wieczorem, kiedy nikogo nie było już w pokoju wspólnym, Harry otworzył kartkę. Powiedziała tylko ,,Nowa profesor" i nic więcej. Wszyscy zastanawiali się, o co chodzi.
Następnego dnia była Obrona Przed Czarną Magią. Profesor Animag mówiła im, jak bronić się przed dementorami. Hermiona nagle wpadła na pomysł i szepnęła do Harrego:
- Harry! Już wiem!
- Co wiesz?
- Pamiętasz? ,, Nowa profesor"! Tylko ta jest nowa!
- Trzeba by z nią porozmawiać po lekcji... Co o tym myślisz, Ron? Ron!
- Słucham? - odpowiedział Ron
- Hermiona wpadła na pomysł, że to może o nią chodziło Dumbledorowi!
- Noo, może tak być...
- Harry z nią porozmawia po lekcji, prawda? - powiedziała Hermiona. Nagle odezwała się pani profesor:
- Hej, Hermiono! Nie rozmawiajcie! - zaśmiała się - Harrego troszkę mogę zwolnić z uważania na tej lekcji, umie wyczarować patronusa, lecz wy nie! Zacznijcie uważać, a nie gadacie!
Ron zaczerwienił się ( a dokładniej jego uszy). Hermiona napisała mu na kartce ,,Ron, podoba ci się, prawda?" Ron w odpowiedzi jeszcze bardziej poczerwieniał, lecz nieśmiało kiwnął głową. Hermiona pomyślała ,,Ha! Wiedziałam!"
Gdy nadszedł koniec lekcji Harry poszedł do profesor Animag i zaczął:
- Pani profesor... Bo ja mam pytanie, nie bardzo dotyczące pani przedmiotu...
- No mów! - odpowiedziała z uśmiechem. Harry pomyślał ,,Ona zawsze się uśmiecha".
- No bo... Czy pani jest mamą Lily, Billa albo Jamesa?
- Tak. Lily i Bill to moje dzieci, bliźniaki, a Jamesa adoptowałam. Jego rodzice zostali zabici przez śmierciożerców. Uważam, że to była zemsta. Jego rodzice byli aurorami. Prawdopodobnie śmierciożercy uznali, że fajnie będzie zabić aurora.
- A... Jeszcze jedno... Jak ma pani na imię?
- Harry, wszystko w swoim czasie.
- A ile ma pani lat, jeśli mogę wiedzieć?
- 22. Gdy wy kończyliście pierwszą klasę, ja kończyłam Hogwart.
- Mogę już iść?
- Tak - kątem oka dostrzegła Rona, który stał z boku. Dodała:
- I powiedz Ronowi, że jest przystojny, lecz mam chłopaka - mrugnęła do Harrego, a on mógłby przysiąc, że gdy odchodziła dodała ,, bardzo przystojny..." i westchnęła.
Harry powiedział przyjaciołom:
- Ona jest mamą Lily i Billa, Jamesa adoptowała, gdy jego rodzice zostali zamordowani przez śmierciożerców. Kończyła szkołę rok przed tym, jak my ją zaczynaliśmy, ma 22 lata. I poprosiła mnie, żebym ci coś przekazał, Ron.
- Co takiego? - zapytał Ron z zainteresowaniem
- Że jesteś przystojny, lecz ma chłopaka.
Harry zastanawiał się, czy dodać co usłyszał, lecz uznał, że lepiej nie. Ron z wyraźnym smutkiem w głosie powiedział:
- Och... Dzięki.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz